„444″ – Maciej Siembieda [RECENZJA]

Są na świecie ludzie gotowi zrobić wszystko, żeby udaremnić pojednanie chrześcijaństwa z islamem. Ludzie, którzy zabijają w tej intencji już od ponad 1000 lat.
matejko
Stara przepowiednia, tzw. proroctwo arby, znana tylko grupie wtajemniczonych, osób z najwyższych kręgów chrześcijaństwa i islamu (a teraz także Tobie, czytelniku), mówi, że co 444 lata jeden człowiek dostanie szansę pojednania dwóch zwaśnionych religii. Gdzie go szukać i jak miałby to zrobić? Tego nie wiadomo. Wiele podpowiedzi poza znamieniem jakie wybraniec nosi na czole i jego arystokratycznym rodowodzie, nie ma. Trwa więc ciągły wyścig o jego odnalezienie, a później – w zależności od strony konfliktu – szybkie zgładzenie lub utrzymanie przy życiu.

Brzmi niewiarygodnie? Ta walka sił dobra ze złem, to główna siła napędowa wciągającego, historycznego kryminału „444″ Macieja Siembiedy. Wbrew pozorom autor mocno stąpa po ziemi. Jest to zresztą często ziemia polska, bo Siembieda głównym bohaterem swojej powieści uczynił IPN-owskiego super-prokuratora Jakuba Kanię. To właśnie on będzie spoiwem między różnymi momentami w historii, które odwiedzimy na kartach „444″.

Kania to sympatyczny, choć nieco nieporadny w damsko-męskich relacjach, człowiek od służbowych zadań specjalnych. Przypadkiem trafia do niego sprawa tajemniczego obrazu Jana Matejki, „Chrzest Warneńczyka”, który wywieziono z ziem polskich i dobrze ukryto. To istotne, bo dzieło Matejki ma zawierać w sobie ważną podpowiedź, kluczową informację o proroctwie i pojednaniu religii. Prokurator Kania rozpoczyna własne śledztwo, w którym ilość nowych pytań rośnie mniej więcej w takim tempie, jak liczba ciał na (nieistniejącym) sumieniu grupy chcącej zatrzymać sekret „444″ dla siebie…

Autor książki, Maciej Siembieda, ryzykuje wiele, decydując się na tak rozbudowaną i niecodzienną fabułę, z oskarżeniami o niewybaczalne historyczne pomyłki i śmieszność włącznie. Moim zdaniem, m.in. dzięki zaangażowaniu w proces powstawania książki zespołu konsultantów i przyjacielskich doradców, omija te zagrożenia, a nawet pisze z pewnością siebie, która momentami pozwala nam zapomnieć, gdzie kończy się tutaj fikcja.

Siembieda, dziennikarz z wieloletnim doświadczeniem, ma też odpowiedni dystans do swojego dzieła czy bohaterów i dobrze wyważone pióro do tego typu powieści. Autor na zmianę prowadzi narrację tak, że dosłownie drżymy o los jednej z postaci („nie zrywaj tego pokoju z Turkami, nie rób tego!”), żeby za chwilę po prostu skomentować śmierć tej samej osoby w pozbawiony emocji, suchy sposób, w jaki o pojedynczych ludzkich istnieniach myśli i mówi historia.

W tym zakresie „444″ mi kojarzyło się miejscami nawet z (jednak trochę poważniejszym) zwycięzcą The Man Booker Prize, „Ślepym zabójcą” Margaret Atwood. Z tamtej książki pochodzi również jedno z moich ulubionych pierwszych zdań w literaturze. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, pierwsze słowa książki Siembiedy były równie intrygujące. A brzmiały tak:

„Tamtego przedpołudnia Paweł Włodarczyk zupełnie niepotrzebnie wymył i wywoskował samochód, bowiem kwadrans później zginął w nim staranowany przez tira, któremu wysiadły hamulce.”

Zainteresowani? Przed lekturą „444″ miałem obawy o to, czy książka zaciekawi kogoś innego niż osoby studiujące historię. Teraz wiem, że na pewno tak. Zasługuje ona na uwagę choćby z powodu wyboru tak niewygodnego dla wielu osób (Polaków?) pomysłu na książkę jak „pojednanie chrześcijaństwa i islamu”. W dzisiejszej sytuacji politycznej i przy obecnym stanie mentalnym naszego społeczeństwa książka Siembiedy jest lekturą nie tylko przyjemną, ale też potrzebną.

Narrator pozostaje co prawda pozornie neutralny w ocenie szans wspomnianego przedsięwzięcia pojednawczego, ale obawiam się, że autorowi i tak może grozić niebezpieczeństwo. Nie, nie ze strony występującego w książce radykalnego muzułmańskiego bractwa Bokira, ale rodzimej prawicowej prasy (tej, w której w ogóle znajdują się działy kultury): ona może mu nie wybaczyć wkładania czytelnikom do głowy takich pomysłów.

Ja wybaczam, a nawet kibicuję „444″ na dalszej drodze do serc czytelników.

Adrian Fulneczek
adrian.fulneczek@gmail.com


Premiera książki już 26 kwietnia. Więcej informacji na stronie Wydawnictw Wielka Litera (kliknij w obrazek):

444 FRONT

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS