Być jak Gandalf i Aragorn… na Play Station 2 [GRY]

Poniżej trochę pozytywnych wrażeń po przejściu gry z 2003 roku.

Świat poszedł do przodu, konsole mają już wyższe numerki, ale Władca Pierścieni pozostaje filmem kultowym (kolejne pokolenie miałoby szansę o nim zapomnieć gdyby „Hobbit” był chociaż trochę dobry). Sam nie myślałem o nim zbyt często aż do momentu, gdy kilka dni temu wybierałem dla siebie coś z kolekcji gier na Play Station 2 i trafiłem na „Powrót Króla”.

Tytuł gry to oczywiście też tytuł ostatniego filmu w monumentalnej trylogii Petera Jacksona. Wspomniana gra ma dzisiaj już 14 lat, ale – nie przedłużając – mnie wciągnęła tak, że nie przerywałem rozgrywki aż nie ukończyłem całości.

Misje, które wykonujemy na trzech różnych ścieżkach są odwzorowaniem tego, co widzimy w filmach. Każde nowe zadanie jest zresztą poprzedzone wstawkami z kinowej wersji. Ścieżki to ta Czarodzieja gdzie walczymy Gandalfem, ścieżka Hobbitów (Sam i Frodo) lub ścieżka Króla czyli Aragorna (poza nim do wyboru Legolas i Gimli).

Moim osobistym faworytem (niezależnie od orientacji seksualnej) był i nadal pozostaje oczywiście ten ostatni. Możliwość wcielenia się w niego i konsekwentnego wyrzynania hord Orków, to wyjątkowa przyjemność. Po własnoręcznym przecięciu np. 60-80 przeciwników na polu bitwy czujemy się jak prawdziwy bohater, mogący więcej niż zwykły śmiertelnik i mający większy wpływ na bieg tej historii. Doskonałe na odstresowanie po ciężkim dniu.

Walka nie jest skomplikowana i można ją toczyć używając praktycznie jednego-dwóch przycisków. Wszystko dookoła dzieje się szybko, a my musimy ratować świat przed siłami zła, które ilością chcą rozwiązać problem gorszej jakości swoich wojowników. Optymiści.

Trochę kuleje tylko ścieżka Hobbitów, bo polega na… właściwie tym samym, a nie jest to rasa słynąca ze swoich umiejętności rycerskich. To samo można powiedzieć o Gandalfie, który w tej grze jest jak ninja i ma do minimum ograniczone magiczne możliwości, a dla niego przygotowane najciekawszy scenariusz obrony miasta. Zostaje więc Aragorn, który robi to, co robił na ekranie i to, do czego jest stworzony.

Jeśli macie trochę wolnego zimowego czasu, sięgnijcie po tę grę. Dla mnie to spóźnione, ale przyjemne dopełnienie wielkiego filmowego przeżycia i przyjemne przypomnienie wielu scen. Na swoje szczęście zacząłem grać od trzeciej części więc zostają mi jeszcze dwie wcześniejsze odsłony do zdobycia i przejścia.

Adrian Fulneczek
adrian.fulneczek@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS