„Gwiezdne Wojny i reszta życia” – Brian Jay Jones [RECENZJA]

Zanim wybierzecie się do kina na „Łotra 1″ może zainteresować Was książkowa historia człowieka odpowiedzialnego za wymyślenie świata „Gwiezdnych Wojen” – do sklepów trafiła właśnie biografia George’a Lucasa.

WP_20161206_14_21_54_Pro

„George Lucas: Gwiezdne Wojny i Reszta Życia” pojawiła się na naszym rynku na początku grudnia za sprawą wydawnictwa Wielka Litera. Perfekcyjny timing: po pierwsze przedświątecznie, po drugie przed premierą najnowszego filmu spod znaku LucasFilm Ltd. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana serii? Tak mogłoby się wydawać, ale… po kolei.

Zdaje się, że nikomu nie trzeba tłumaczyć kim jest George Lucas, ojciec Gwiezdnych Wojen, bo przez lata sam świetnie zadbał o kojarzenie go z jednym z największych fenomenów popkultury XX i XXI wieku. W skrótowym opisie książki jest nawet nazywany „najbardziej wpływową postacią w historii kina” (dyskutowałbym).

Kim więc był George Lucas? Na to pytanie powinien odpowiedzieć nam w tekście autor jego właśnie wydanej biografii, Brian Jay Jones. I tutaj mały spoiler: moim zdaniem na 570 stronach swojej książki… tego nie robi.

„Gwiezdne Wojny i Reszta Życia” to biografia w najgorzej rozumianym, suchym stylu amerykańskim. Książka pisana zza biurka oparta przede wszystkim na cytowaniu materiałów już opublikowanych. Niekoniecznie z tego powodu zła czy nudna, ale nieprzekazująca emocji opisywanych wydarzeń i – za sprawą uwięzionego w pułapce amerykanizmów tłumaczenia – pozbawiona potrzebnej dla czytelniczej satysfakcji dynamiki.

Możliwe, że my, rozpieszczeni książkami polskich reporterów, ich sposobem pisania i tekstami bliskimi życiu po prostu przyzwyczailiśmy się, że biografia to coś więcej niż spisanie kolei czyjegoś życia. To też nadanie temu życiu sensu, kontekstu i próba subiektywnego wycenienia go. Niedosłownego przekonania nas, że warto czytać o osobie, o której czytamy.

Brian Jay Jones zakłada, że skoro pisze o George’u Lucasie, to właściwie każda informacja powinna nas interesować. Nie jestem fanem jego doboru faktów wartych przedstawienia, ale nie mogę też zaprzeczyć, że z książki, obok wielu kompletnie nieprzydatnych, dowiedziałem się też wielu rzeczy ciekawych.

Niestety niemal całkowicie zmarnowany jest długi rozdział o młodości Lucasa, który mogłaby zastąpić krótka informacja, że przyszły reżyser dojrzewał jak niemal każdy nastolatek, bardzo lubił telewizję i komiksy. Przepadał za „Flashem Gordonem”, który (o zgrozo!) był jedną z najbardziej bezpośrednich inspiracji do stworzenia Gwiezdnych Wojen. Szkoda też, że Jones nie chce bliżej opisać wrażenia jakie na młodym Lucasie wywarł wypadek samochodowy, w którym przyszły reżyser powinien zginąć zanim jeszcze miał cokolwiek wspólnego z filmami (uratował go zbieg okoliczności). Ograniczenie się do kilku trącących banałem cytatów ponownie przypomina nam, że autor nie zna bohater swojej książki zbyt dobrze.

Rozdziały o dalszych losach Lucasa zainteresują przede wszystkim… studentów szkół filmowych i to bardziej ze względu na ciekawy wgląd w życie Francisa Forda Coppoli czy Stevena Spielberga, którzy w tym samym czasie (a w zasadzie moment wcześniej) dochodzili do sławy. Ciekawostek i przemysłowych anegdot jest tutaj naprawdę wiele. Moja ulubiona to moment, w którym niechętny Francis Ford Coppola pyta Lucasa, czy powinien przyjać ofertę wyreżyserowania „włoskiego filmu gangsterskiego, wartego 3 miliony chłamu na podstawie bestsellerowej powieści”. Chodzi o kultowego później… „Ojca Chrzestnego”. Z innych kultowych filmów: wiedzieliście, że reżyserem „Czasu Apokalipsy” mógł zostać właśnie Lucas, ale odrzucił ofertę, bo zbyt wkręcił się w scenariusz Gwiezdnych Wojen? Ja też nie.

Gdy wreszcie docieramy do tego momentu, poprzednie minusy książki przestają mieć większe znaczenie. Dla każdego, nawet takiego jak ja „niedzielnego” fana Gwiezdnych Wojen praktycznie wszystko na temat ich bezpośredniego powstawania jest interesujące. Pierwsze wersje scenariusza (zapamiętajcie: George Lucas nie potrafił pisać scenariuszy), Luke „Starkiller”, fakt, że Han Solo miał być początkowo zielonym potworem czy to, że Harrison Ford dostał swoją rolę dzięki podstępowi: nie został zaproszony na casting więc zaprzyjaźniony agent wysłał go tam jako stolarza, który miał przy okazji wymienić drzwi. Jeśli nie chcą cię wpuścić drzwiami… wstaw własne?

To dopiero czubek góry lodowej i jak wspominam wyżej, te gwiezdne-ciekawostki zajmujące prawie całą drugą połowę książki dają znacznie więcej radości z czytania. Nadają się zresztą na osobną książkę, której jednak nawet wtedy nie powinno się firmować jako książki o Lucasie. On ciągle pozostaje postacią opisaną wyłącznie powierzchownie, ze swoimi kilkoma głównymi cechami dominującymi, które mają tłumaczyć jego wybory życiowy. Cóż, nie przepadam za tak uproszczonym podejściem, ale nawet bez zagłębiania się w psychikę Lucasa, tutaj nudzić się nie będziecie.

Brian Jay Jones rzadko odchodzi od szczegółów do szerszego obrazu. Nie zatrzymuje się też zbyt długo nad czymś, co dla mnie było w tej historii najbardziej fascynujące: Gwiezdne Wojny, przez wielu ludzi czczone niemal religijnie są… dziełem całkowitego przypadku. Rzeczą zmyśloną od początku do końca, historią bez żadnej głębszej ideologii, spajaną tylko wielką potrzebą ukończenia scenariusza, na który niecierpliwie czekało studio filmowe. Po blisko 50 latach od premiery pierwszej części nabrały dla nas tak wielkiego znaczenia, że może największą zaletą tej książki będzie odczarowanie magicznego świata, do którego Lucas chciał zabrać swoich widzów.

Kiedy już wybiorę się na „Łotra 1″ będę patrzył na ten świat trochę realistyczniej. Będę zastanawiał się ile robotów tym razem zacięło podczas zdjęć albo jak dane efekty podniosły budżet produkcji i czy po tym wszystkim George Lucas jeszcze musi się martwić takimi problemami. Szacuję, że to nie potrwa jednak dłużej niż 10 minut, bo później będę chciał ponownie dać się oszukać tej bajce o walce dobra ze złem, której pierwsza część w końcówce lat 70′ XX wieku powstała właśnie też jako antidotum na codzienne smutne informacje w programach telewizyjnych. Teraz też nam się przyda.

A co z biografią Lucasa, „Gwiezdne Wojny i Reszta Życia”? Nie zapominając o jej minusach, to pozycja, która nie rozczaruje miłośników historii kina tamtego okresu, Star Wars i Indiany Jonesa (to też dziecko Lucasa). Wszystkim, którzy nie mieszczą się w tych trzech kategoriach zalecam jednak ostrożność i ponownie rozważenie swoich pomysłów na świąteczny prezent.

Adrian Fulneczek
adrian.fulneczek@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS