Każdy pył jest wspomnieniem

Dynie, nietoperze, nastolatki w poplamionych ketchupem białych sukienkach – naprawdę lubię Halloween. Teoretycznie łatwo też zrobić artykuł o czymś klikalnym. Dlatego ja będę hipsterem: napiszę Wam o umieraniu na poważnie i – co gorsze – za pomocą poezji Leopolda Staffa.

Leopold Staff spogląda swej przyszłości w oczy / rysunek: D.Fulneczek(Młody Leopold Staff spogląda swej przyszłości głęboko w oczy / rysunek: Daria Fulneczek)

Nazwisko zostawiłem na koniec, żeby całkowicie Was nie odstraszyć. Przyznaję, sam miałem średnie skojarzenia: pamiętałem tylko coś o deszczyku i kap, kap, kap. Ale ostatnio wykupując jakiś antykwariat nabyłem część dzieł zebranych Pana Staffa i już wiem o nim więcej. Jestem też pewny dwóch rzeczy: nie lubię go, ale miejscami jestem zmuszony docenić. Poza tym, doskonale nadaje się na wpis-halloweenowy.

(Zanim przejdziemy do umierania, mała refleksja: szkoda, że będąc w wieku licealnym nie możemy odpowiedzieć na lekcji polskiego, że jakiś poeta nam się nie podoba, bo nauczyciel stwierdzi po prostu, że „uczeń nie zrozumiał wiersza”. Rzadko jesteśmy wtedy już na tyle oczytani, żeby bronić się tym, że np. wolimy Różewicza. A później się starzejemy, mamy dużą skalę porównawczą, ale nie mamy już się z kim kłócić. To tak wokół tematu chwytania dnia i zachęcania młodzieży do czytania poezji „zanim będzie za późno”).

U Staffa nie podobało mi się przede wszystkim dopieszczona („nienaganna”) forma i dobór słów, które wręcz cmokały do czytelnika („klasycyzm forever!”). Ale po kilkudziesięciu stronach wierszy zrozumiałem, że tutaj nie ma żadnego przypadku, każdy wers jest wykonywaniem planu, służy idei, którą autor akurat chciał nam przekazać. Wśród tych ostatnich zaimponowały mi przede wszystkim te, którymi na pewno inspirowała się Lana Del Rey pisząc teksty na swój album ”Born to die”.

Młodość

Docierając do sekcji „ballady” zazwyczaj spodziewacie się czegoś wesołego (chociaż pewnie doświadczenia z Mickiewiczem i młodą-polską powinny uczyć inaczej). W balladzie „Młodość” zaczyna się wesoło, ale wiemy, że ta wyliczanka zabaw wieku dziecinnego, wspomnień strychów i pierwszych buntów prowadzi do jakiejś wywrotki, ale tradycyjnie dajemy się nabrać i rozpędzeni wpadamy na ostatnią strofę:

„Już? Tak prędko? Co to było?
Coś strwonione? Pierzchło skrycie?
Czy się młodość swą przeżyło?
Ach, więc to już było… życie?”

Musicie przyznać, że chwytliwe, a i oddaje rzeczywistość. (Maniera trochę dziś zdałoby się niepoważna, ale w końcu mówimy o 1914 roku). Jeszcze bardziej podoba mi się fakt, że końcówkę można interpretować „koniec młodości = właściwie koniec życia”. Każda znana mi osoba po 25 roku życia przejawiała podobne przekonania.

Ślady na piasku

Sama nazwa tej sekcji tomiku zobowiązuje. W krótkim „Kochać i tracić….” (zastanawiam się, czy powtarzające się trzy kropki po tytułach są znakiem firmowym Leosia, czy tylko kaprysem wydawcy) Staff zapowiada swoje późniejsze, coraz bardziej radykalne stanowisko.

„Zbiegać za jednym klejnotem pustynie,
Iść w toń za perłą o cudu urodzie,
Ażeby po nas zostały jedynie
Ślady na piasku i kręgi na wodzie.”

Symbolika przesłodzona i znów nie-dzisiejsza, ale uderza w punkt. W czuły punkt tak mi się wydaje. Szczególnie jeśli czytacie ten tekst wracając z pracy lub zastanawiając się jakie kwiaty kupić dla osoby, którą planujecie poderwać – Staff próbuje zasiać w Waszych umysłach wątpliwość, czy w ogóle warto się starać. Bo tak właściwie, to po co? Przecież zostaną po nas tylko ślady na piasku. Tzn. zostaną po tych mieszkających w okolicach plaży. Ludność miast w ogóle ma małe szanse na zostawienie po sobie śladu. Ech.

Ps. z pierwszej strofy tego wiersza pochodzi też pierwotny tytuł tego artykułu, wspaniałe, wycieńczone słowa: „Oto jest życie: nic, a jakże dosyć…”.

Krótkie życie, które śmierć zgnębi

Teraz zrobi się kontrowersyjnie, bo religijnie. Mój kłopot z karierą Staffa jest taki, że przez wiele lat bił się z myślami i mimo że długo tę bitwę wygrywał, ostatecznie uznał, że powinien jednak być wdzięczny swojemu Bogu za to, że może się tutaj urodzić wyłącznie po to, żeby trochę pocierpieć i później umrzeć. W wierszu „Piosnka dziękczynna” – też ze względu na lekką formę – tak do końca nie jesteśmy jeszcze pewni, czy to kpina z życia, Boga, czytelnika, czy samego siebie:

„Jakże cię wielbić muszę,
Jakże cię kochać bardzo,
Żeś dał mi, Panie, duszę,
Chociaż nią ludzie gardzą.

Jakżem wyrazić w stanie
Dzięk tobie tysiąckrotny,
Żeś stworzył miłość, Panie,
Choć żyję tak samotny.

Chwałę twą śpiewa bicie
Serca w mej piersi głębi,
Żeś dał mi krótkie życie,
Które śmierć wieczna zgnębi.”

Cóż, interpretacja należy do Was. Ja tylko sugerowałbym, że to jak mooocno poecina tutaj dziękuje, chyba na coś wskazuje. Czekam na stanowisko osób religijnych i przyznanie się, że też mają takie rozterki. Szczczególnie przed kolejną częścią.

Ps. mój zepsuty przez XXI wiek umysł nie może przestać się uśmiechać w drugiej strofie i chciałby do niej dokleić mema ‚forever alone’.

Każdy pył jest wielkim wspomnieniem

Na koniec wiersz „Garść ziemi”: mało znany, w sumie kilkustronnicowy (pewnie dlatego nie ma go w internetach), najciekawszy i miejscami chyba nawet wstrząsający. Pomysł na wstęp? Fakt, o którym często zapominamy: że przez te 2000 lat kilku ludzi przed nami już żyło i zmarło. A skoro zmarło, to pewnie zostało pochowanych. Jeśli czytasz ten tekst w telefonie w drodze do sklepu, możliwe, że właśnie stąpasz po przodkach swoich lub pani sklepowej. Dlatego Staff ostrzega w pierwszym wersie:

„Spójrz w dół: na ziemi stoisz. Pochyl nisko czoło,
Klęknij: nie depc stopami. Stoisz nad mozołą
Wieków, nad ich puścizną znojów i męczarni.”

Później następuje długa, bardzo poetycka wyliczanka tego, co „pod twardym biczem czasu” mogło dziać na tych ziemskich drogach: pogrzeby, mijające śluby, „tęsknota się ze szczęścia rozstawała wieścią i radość spotykała się z łzawą boleścią”. To prowadzi do wniosku podsumowanego wersem, który jest też śródtytułem tej części artykułu:

„Dążenie, piękno, miłość, cel, wszystko, co nęci,
Pod każdym ziarnkiem piasku drzemie w niepamięci (…)
Wszędzie leżą milczący, nieznani umarli
niezliczonych pokoleń długim pokoleniem.
Każdy pył zapomnianym jest wielkim wspomnieniem.”

Wiem, że rzadko jest na to czas, ale (jak nauczała doktor Lillian DePaul z „Masters Of Sex”), warto stojąc nad zwłokami/grobami widzieć coś więcej niż grób/zwłoki. Ten ktoś też bywał smutny, głodny, wesoły, a jeśli był Twoim przodkiem, to jest duże prawdopodobieństwo, że zdarzało mu się nawet (o nie, o nie, nie mów tego!) uprawiać sex. Po prostu, żyć.

Osoby chcące przemęczyć się trudnymi pytaniami do siebie (do swojego stwórcy?) Staff pyta dalej:

„(…) Czym jest praca, znoje, czyny
Jeżeli celem trudu jest nasz proch, by syny
Tak samo legły w prochu, jak wnuków prawnuki?
(…) Dlaczego ginąć musi piękność, chwała, siła
Aby jej znów nie było, gdy przecie już była?”

Propozycje odpowiedzi proszę podsyłać w komentarzach. Miłego weekendu rozmyślania nad życiem i ewentualnym brakiem sensu.

tekst: Adrian Fulneczek (adrian.fulneczek@gmail.com)
rysunek: Daria Fulneczek

2 comments on “Każdy pył jest wspomnieniem
  1. No faktycznie Staff taki „równiutki” i ciężko mi uznać to za zaletę ale przyznaję – dawno nie czytałam ;)
    Autorze, mam tylko jedną uwagę: SEKS, w sensie uprawy. Daruj tym „amerykańskim” iksom ;)

  2. Ja tam go lubię. Dobry pokarm dla dusz wrażliwych gimnazjalistów i licealistow, i dobry kandydat na sentymentalne wspomnienia z młodości. Kojarzy się szkolnie… no ale miły jest….

    P.S. Śpieszę (choć trochę spóźniona) ze stanowiskiem osoby religijnej – jestem wdzięczna za cholerne życie jak i Staff jest wdzięczny :D. To chyba pokrewna dusza była.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS