Sin City 2: Bogini nie bierze kochanków

Pierwsze „Sin City” było jak uderzenie pociągu towarowego w szczękę kinowego świata. 9 lat później, przy drugim ciosie duetu Rodriguez-Miller znika zaskoczenie, ale siła ciosu „Damulki wartej grzechu” pozostaje ta sama.

W 2005 roku, łamiąca wszelkie ograniczenia adaptacja komiksu Franka Millera natychmiast stała się hitem i to jednym z tych, który albo się kochało, albo nienawidziło. (Średnia ocen od 500 tysięcy użytkowników imdb.com na poziomie 8.2/10 świadczy o tym, że większość wybierała raczej tę pierwszą reakcję). Trudno im się dziwić, ”Sin City” miało wszystko; było jak Gotham City bez Batmana, gdzie prawo stanowiły uzbrojone prostytutki lub zabijacy z kodeksem moralnym, który można streścić w słowach ‚no dalej, daj mi jakiś powód, żebym połamał ci twarz’. Sex, pot i krew wypełniały ekran w mniej więcej równych proporcjach, a film zdecydowanie nie mieścił się w wymaganiach nawet najłagodniejszej organizacji feministycznej. Twórcy mogliby ewentualnie bronić się, że przecież pokazali, jak kończy się użycie siły wobec kobiety, w niewłaściwej dzielnicy: w mgnieniu oka pojawia się wtedy tajemnicza Azjatka, która samurajskim mieczem kończy życie napastnika. Brzmi przekonująco?

Prawie dekadę później dostajemy szansę powrotu do Sin City w ”A Dame To Kill For”. Tym razem widzowie wiedzą już na wstępie czego mogą się spodziewać więc Rodriguez musi starać się trochę bardziej, żeby czymś ich zaskoczyć (przy scenie z łamaniem palców obcęgami idzie mu nieźle, przyznaję). Poza jednym wyjątkiem, najtwardszym z twardych, Marvem (Mikey Rourke), nieszczególnie cieszą powroty znanych z pierwszej części aktorów: Jessica Alba jako striptizerka 10 lat później nie robi już na nikim wrażenia, a Bruce Willis w roli ducha sprawia, że następnym razem chcielibyśmy szczelniejszego domykania grobów. Wśród nowych twarzy zawodzi Josh Brolin (który przejął po charyzmatycznym Clivie Owenie rolę Dwighta), ale wartością dodaną jest chociaż Joseph Gordon-Levitt jako karciany cwaniaczek, który nigdy nie przegrywa (Miasto Grzechu spróbuje go zmusić do zmiany poglądów).

Całą naszpikowaną renomowanymi nazwiskami obsadę sequelu, swoim zapisanym w sceniaruszu blaskiem, przyćmiewa jednak Eva Green w roli Avy Lord, tytułowej „damulki”, dla której warto zabijać (”that there is a dame to kill for!” – powie o niej nawet, zazwyczaj wstrzemięźliwy seksualnie, Marv). Postaci uparcie ukazywanej tak, że – trawestując pewien znany biblijny cytat – mamy mieć wrażenie, że „piękno jej nie jest z tego świata”. Czujemy się jak w świątyni pełnej obrazów namalowanych kinowym pędzlem przez jej wyznawcę, Roberta Rodrigueza. Reżyser jednak dobrze wie co próbuje w ten sposób osiągnąć: Sin City, pod przykrywką dobrej zabawy i chaotycznych aktów przemocy, jest opowieścią o władzy i jej zdobywaniu. Jedni robią to siłą pięści, inni, kusząc pięknem swojego ciała. (Obawiam się, drogie organizacje feministyczne, że w tej drugiej kategorii znów znalazły się wyłącznie kobiety…). W książce „To. Historia ludzkiego piękna” Arthur Marwick pisze, że bardzo długo w naszej kulturze sądzono, że piękno musi łączyć się z pozytywnymi cechami charakteru, z dobrem. No więc, unikając spoilerów, powiem tylko, że twórcy ”Sin City 2” wiedzą, że tamte czasy już minęły. Dziś możemy otwarcie przyznać, że piękna twarz i ciało są zaletami, które zmieszane z odrobiną sprytu, złej woli i „nie-braniem kochanków” mogą zaprowadzić nas bardzo daleko.

Ostateczna ocena ”Sin City 2” musi być niższa niż części pierwszej, to prawda, ale to nadal film z tej samej kategorii wagowej co jego poprzednik. Bolą mniej wciągające i klimatyczne historie bohaterów, ale nawet w nudniejszej wersji, to wciąż jedyne w swoim rodzaje, unikalne przedsięwzięcie w dzisiejszym kinie. Do tego bezbłędnie wykonane: znów wracamy do wątku piękna, bo ten film, to wizualna uczta. Montaż jest tutaj dodatkową warstwą narracji, a wszystkie pomysły zastosowane w warstwie wizualnej wystarczyłyby na gruby podręcznik graficznej kreatywności. Podsumowując niezbyt kreatywnie: film jest grzechu warty.

Adrian Fulneczek
adrian.fulneczek@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS